Archive for Styczeń, 2011


Roślina psychedeliczna jako nauczyciel.

Roślina psychedeliczna jako nauczyciel.

(czyli konopna nawijka na temat roślin szamańskich (psychodelicznych) cz.1)

 

Rośliny psychedeliczne pozwalają nam na doświadczanie stanów świadomości z których nie byliśmy wcześniej w stanie zdać sobie sprawy lub takich których     doświadczyliśmy, lecz obecnie nie doświadczamy (jak np. radość, otwartość, dobre samopoczucie). Tak oto roślina entheogeniczna staje się nauczycielem, dzięki niej odkrywamy sami na sobie jakich stanów możemy doświadczyć i, że w ogóle możliwe jest doświadczenie odmiennych stanów świadomości. Dzięki takiemu doświadczeniu poznajemy bliżej własną psychikę (umysł) i to jak ona funkcjonuje. Kiedy po raz pierwszy doświadczyłem stanu psychedelicznego (lub stanu dysocjacji ego (osoby)) nie mogłem wyjść z podziwu po ponownej integracji siebie (powrocie). Nigdy nie sądziłem, że możliwe jest doświadczenie stanu bezosobowej jedności z wszystkim co istnieje naraz i teraz. Doświadczenie pełnej wolności, które uleciało gdzieś w okresie dzieciństwa i, do którego to przybliżałem się to oddalałem się próbując zmienić świat, tak, żebym poczuł się spełniony, radosny i pełen miłości, jak beztroskie dziecko.

Więc jak to się zaczęło ? Oczywiście od eksperymentów (poszukiwań)((z głową na karku oczywiście)(mniej lub bardziej oczywiście ;) ). Będąc w młodym wieku (a nadal w nim jestem:)) traktowałem różnego rodzaju substancje jako klucze, kluczyki dzięki którym mogłem poczuć więcej swobody z sobą, z ludźmi, czy ze światem. Tak też na studiach miałem okazje spotkać się po raz pierwszy z konopiami. Oczywiście wtedy nic mi o nich nie było wiadomo, oprócz tego, że wywołują wesołe stany, relaks i że straszy się nimi dzieci w podstawówce. I tak małymi kroczkami zaczęła się moja przygoda i podróż w świat magii tej rośliny. Z czasem zacząłem być coraz bardziej ciekawy i coraz więcej czytałem. W szczególności interesowałem się psychologią i stanami emocjonalnymi. Z czasem zahaczyłem się o psychenautycznych mistyków lat 60tych, joginów, mistrzów medytacji, astralnych podróżników, filozofów i szamanów., Wszystko to wzbogaciło mnie wewnętrznie i pozwoliło wreszcie odkryć prawdziwe źródło i charakter życia oraz odzyskać moc (odpowiedzialność za to co tworzę i jak żyję). Przez kilka ostatnich (około 5-6) lat doświadczeń z Roślinami Mocy (entheogenami) doświadczyłem wielu egzotycznych stanów świadomości co poszerzyło moje zrozumienie natury świadomości. „Dzięki temu” zrozumieniu stałem się spokojniejszy, żywszy, bardziej otwarty, zdecydowany, bardziej twórczy i po prostu nie do przewidzenia ! :)

Jak to ? … Te stany uczą doświadczalnie, że wszystkie nasze myśli (a co za tym idzie czyny) są wynikiem naszego nastawienia. Może co po niektórzy nie będą zaskoczeni, ale dopiero samo doświadczenie ukazuje jak fundamentalne znaczenie ma pozytywne nastawienie w życiu. Co więcej, życie płynie… i chodzi o to, żeby z nim płynąć … ono płynie w jednym kierunku (ekspansja, życie, pasja, twórczość, sens, sens, witalność…) jednak przynajmniej patrząc na swoją przeszłość (co robię bardzo rzadko) zauważam, że nie zawsze pozwalałem mu „płynąć”, wsiadłem w łódkę na rzece życia i wiosłowałem w drugą stronę zamiast puścić ją lub wiosłować w kierunku prądu. I im bardziej zacząłem to rozumieć, tym łatwiejsze życie zaczęło się stawać. Może nie odkrywam Ameryki, ale dla mnie kilka lat temu to była Ameryka (nadal jest). :) ) I tak dzisiaj o tym myślę, to uczucie które wiele osób doświadcza podczas trwania psychedelicznego stanu jest doświadczeniem „przepływu”(pozytywnego stanu), jednak jest to przepływ wywołany rozpuszczeniem swoich barier dzięki tym substancjom. I lepsze to niż dalsza „walka” czy „tkwienie” w tym samym. Jakkolwiek, ważniejsze jest to, aby po takiej psychedelicznej sesji zauważyć i praktykować ten stan przepływu na trzeźwo.

Rośliny te w rdzennych (tak, również i w słowiańskiej) kulturach uważane były za święte. I moim zdaniem to święta prawda. Oczywiście niewielu z nas zdaje sobie sprawę, co w ogóle oznacza to słowo. Pamiętam swoją pierwszą komunię „świętą” (bo kościół/religia jest swego rodzaju zinstytucjonalizowaną funkcją szamana, co w pale się rdzennym plemionom nie mieści). Po 5-15 minutach jakiegoś uczucia placebo byłem bardzo zmieszany…. czyli ten opłatek to to jest jedność z Bogiem ? .. Pozostawiłem to pytanie bez konkretnej satysfakcjonującej odpowiedzi przez długie lata…. W każdym razie wracając do tematu.

Rośliny te mają niezwykły potencjał. Od relaksacji i bardziej euforycznego samopoczucia przez świadomość własnych podświadomych wcześniej myśli i schematów, doświadczeń wizji(projekcji) własnej wyobraźni, uelastycznienia myśli, aż po stany mistycznej jedności z wszystkim co jest, postrzegania poza zmysłowego, podróży astralnych, doświadczeń stanów bezosobowej ekstazy duchowej itp. itd.. Ten potencjał jest później wykorzystywany przez nas samych, przez człowieka. Inteligencja zapoznana z nowymi doświadczeniami, wrażeniami (danymi) zaczyna zmieniać światopogląd, nastawienie, zachowanie, myśli i całe nasze doświadczenie ulega zmianie. Dlatego ludzie po takich sesjach (w szczególności z użyciem Grzybów lub Ayahuaski) stają się całkowicie nowymi, odmiennymi ludźmi. Doświadczenie, które najczęściej pozostaje niewyrażone (ze względu na brak doświadczenia w wyrażaniu takich zjawisk czy absolutną niewyrażalność doświadczenia, to jakby poprosić człowieka z ulicy , żeby napisał wiersz) zmienia osobę na zawsze.

Głębsze doświadczenia pokazują takiej osobie, że wszystkie dylematy, problemy, udręki czy jakiekolwiek nawet związki z tym  obecnym istnieniem jako „ja” są bez absolutnego znaczenia (mimo, że na co dzień mają znaczenie), a co za tym idzie osoba uzmysławia sobie, że to ona jest za ten stan odpowiedzialna, dzięki czemu po powrocie żyje nowym bardziej odpowiedzialnym za siebie życiem. Osoba taka wie czego chce. Dlatego dla wielu osób, które są szamanami (czyli w kulturze zachodniej są to dla kogoś poważnego z takiej kultury całkiem możliwe, że nawet „nieszkodliwi wariaci”, czyli ktoś dziwny, kto ma mimo wszystko dobre intencje – jakkolwiek wydaje się być jakiś „inny” może nawet jakby żył w takim swoim – „innym niż nasz śnie” – w sumie jak każdy z nas, ale jednak inaczej… bo ja wiem (i gdyby się dłużej zastanowić to pewno każdy by wiedział, że…) życie to sen :-) … za dniem dzień, w kółko i co lepsze, i co lepsze… tak, bez końca…

~~PsychedelicznySzaman

(no copyrights)

Fear & Wolf

 

 
From flickr

Sigilizacja – Wstęp

Życie ma dziwną tendencje do zataczania kręgów, cyklicznie dochodzimy do pewnych momentów w życiu gdy trafiamy na pewne „manifestacje energii” których już kiedyś doświadczaliśmy. Życiowe doświadczenie sprawia jednak iż te manifestacje nabierają głębi, przypomina to poruszanie się po spiralnych schodach, raz jesteśmy po jednej stronie po chwili po drugiej ale wyżej. Przypomina to samo podobny fraktal albo skręcającą się podwójna helisę DNA na której można dostrzec kolejne mutacje poszczególnych genów. W ten sposób właśnie po raz kolejny wracam do sigilizacji, techniki magicznej opracowanej przez angielskiego okultystę Austin’a Osman’a Spare. Wiele osób na pewno słyszało o tej technice z drugiej strony na pewno znajda się tez tacy którzy pierwszy raz zetkną się z ta technika właśnie tutaj i w zasadzie to do nich kierowany jest ten konkretny wpis. W założeniu chciałem podzielić się swoimi wnioskami płynącymi z testowania tej techniki ale doszedłem do wniosku iż najlepiej będzie zacząć od początku czyli od opisania samej techniki a dopiero w następnych wpisach zacząć traktować o tym jak to wyglądało u mnie. Z drugiej strony już od początku modyfikowałem technikę „pod siebie” dlatego tez opisując jej podstawy postaram się dzielić swoimi wnioskami płynącymi z moich osobistych doświadczeń.

Dobra ale o co w tym wszystkim chodzi zapytają ci którzy pierwszy raz mają do czynienia z sigilizacją? Otóż Spare słusznie zauważył iż w naszej nieświadomości istnieją stłumione i wyparte procesy mentalne które działają niezależnie od naszej świadomości. Zazwyczaj nie dostrzegamy tych mechanizmów, są poza obszarem naszej świadomości, przypominają małe demony bezkarnie hulające tuz za polem naszego widzenia, zaraz za granica naszej świadomości. Są wszelkimi stłumionymi neurozami, infantylnymi mechanizmami obronnymi i innymi procesami których nie dostrzegamy a które oddziałują na nas z poziomu nieświadomości. Spare doszedł do wniosku iż jeżeli owe procesy mogą w taki a nie inny sposób oddziaływać na nas poza nasza świadomością to dlaczego nie wykorzystać tego mechanizmu do własnych celów, dlaczego nie wykorzystać tego mechanizmu do zaszczepienia intencji, idei we własnej nieświadomości. Do tego celu Spare opracował technikę magiczną zwana sigilizacją. Upraszczając polega to na zdefiniowaniu intencji (stworzeniu sigila), nadaniu jej „mocy” (albo odpaleniu jej) i zapomnieniu (albo wymazaniu ze świadomości).

Teraz warto było by wspomnieć o tym że te trzy fazy tworzenia sigila są bynajmniej według mnie umowne i stosuje je tylko dlatego bo łatwiej jest przeanalizować ta technikę zawierając ją w trzech krokach. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby zacząć wymazywać intencje ze świadomości już podczas tworzenia graficznej manifestacji intencji. Tak naprawdę w sigilizacji jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia.

Na czym polega zdefiniowanie intencji? Otóż  na zdefiniowaniu intencji i przerobieniu jej na postać bardziej przystępna dla podświadomości. Wygląda to mniej więcej tak. Zapisujemy na kartce intencje którą chcemy wcielić w życie. Przykładowo, chciałbym wypić darmową kawę, wiec moja intencja będzie brzmiała w sposób następujący:

ZOSTAŁEM ZAPROSZONY NA DARMOWĄ KAWĘ

Teraz aby przetworzyć nasza intencje na formę która będzie łatwa do przyswojenia przez nieświadomość wykreślamy litery które się powtarzają i te które zawierają się w innych literach (mając „M” wykreślam „W”, „N”, „Z”, tam gdzie mam „B” spokojnie wykreślam „P”, „D”, „C”, „F”, „E” itd.). W tym miejscu warto było by wspomnieć również o tym w jaki sposób formułuje intencje. Wydaje mi się że intencja „Zostałem zaproszony na darmową kawę” ma większą „moc” (jest konkretniejsza po prostu) niż intencja „Chciał bym zostać zaproszony na darmowa kawę”, w drugim przypadku zaszczepiamy wątpliwość w intencji, koncentrujemy się na chęci uzyskania czegoś, tym czasem w pierwszym przypadku nasza nieświadomość dostaje dokładna instrukcje, w intencji stwierdzamy fakt, „to już się stało” tylko teraz czekamy na manifestacje. Kontynuując… Po usunięciu liter które możemy usunąć otrzymujemy garść takich oto liter:

EORAMS

Z tych liter kreślimy wzór graficzny który od tej pory będzie nie werbalna manifestacją naszej intencji którą zaszczepimy w nieświadomości. Osobiście preferuje proste symbole które łatwo jest sobie przypomnieć. Złożone struktury jest trudniej odtworzyć z pamięci z drugiej strony dużo zależy od tego jakie metody odpalania sigila się zastosuje. Sigil mógłby wyglądać na przykład tak:

 

 

Tutaj warto było by wspomnieć że sigil może być czymś innym niż symbolem graficznym, może być mantrą stworzoną z liter które pozostały nam po odrzuceniu zbędnych znaków. Sigilem może być tez mała rzeźba, sigilem może być cokolwiek co według jego twórcy będzie na tyle przyjazne dla nieświadomości aby się w niej zakorzeniło bez sugerowania intencji.

Teraz gdy mamy już symbol reprezentujący nasza intencje musimy „zakorzenić” go w nieświadomości. Tutaj znowu mamy mnóstwo możliwości. Spare twierdził iż najlepszą metodą na nadanie sigilowi mocy jest wizualizowanie go podczas orgazmu. Metoda ta jest bardzo skuteczna dlatego bo podczas orgazmu uwalnia się mnóstwo nie ukierunkowanej energii która można wykorzystać do „odpalenia” sigila. Inna metoda to metoda zmiennych wierzeń polegająca na wykorzystaniu energii która została ukierunkowana. Na przykład, stoimy w korku i jakiś palant z tyłu zaczyna na nas trąbić co wzbudza w nas coraz większą frustracie gdyż nic nie poradzimy na to ze zrobił się korek a koleś ów trąbi na nas jak ostatni kretyn. Tutaj możemy zacząć się wkurzać i trwonić energię albo możemy rozbić jej źródło na czynniki pierwsze tak aby to co nam zostanie było czystą nie ukierunkowaną energią. W tym przypadku możemy sobie uświadomić to że nie mamy wpływu na zachowanie innych ludzi i jedyne co możemy zrobić to nabrać dystansu do otaczającego nas świata… No dobra ale ona nadal trąbi jak oszalały… Może warto było by wykazać się odrobina empatii… Jest godzina 9 rano. Człowiek ów prawdopodobnie jedzie do pracy, spina się bo już prawdopodobnie jest spóźniony, jego szef będzie po nim jeździł jak tylko dotrze do pracy, chyba nikt nie chciał by się znaleźć w takiej sytuacji. Teraz nawet jest mi trochę żal tego człowieka. Z drugiej strony tylko on ma wpływ na warunki swojej egzystencji i jeżeli nie potrafi wyjść z tej sytuacji to znaczy że na swój masochistyczny sposób lubi w niej tkwić, daje mu to pewien rodzaj perwersyjnego komfortu. W tym momencie w samochodzie za nami przestał już siedzieć koleś który jest ostatnim dupkiem, zmienił się w kogoś kto dostarczył nam bodziec czystej energii dzięki której możemy doładować sigil. W momencie gdy obiekt naszej frustracji został rozbity na czynniki pierwsze możemy wykorzystać energie która tkwiła u jego podłoża do „ładowania” sigila. Wizualizujemy sigil na który przelewamy energię pozyskaną z „rozbitego wierzenia”. Teraz możemy odpędzić go wybuchając śmiechem albo przenosząc nasza uwagę na audycje która leci w radiu. Technik ładowania silili jest mnóstwo i tutaj też ogranicza nas zasadniczo tylko nasza wyobraźnia. Zajmując się sigilizacją zauważyłem że najkorzystniej jest stosować nie ukierunkowaną energie pozbawiona ładunku emocjonalnego, z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie temu żeby podczas rzucania klątwy korzystać z energii której źródłem jest gniew i euforia powstała w trakcie wizualizacji zadawania ostatecznego ciosu naszemu wrogowi. Tak jak napisałem ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. Warto jednak pamiętać aby energia a raczej jej źródło było „kompatybilne” z „intencją” sigila. Głupota jest według mnie korzystać z energii nie oczyszczonej z agresji podczas tworzenia sigila mającego poprawić nasze zdolności dyplomatyczne.

Teraz gdy sigil jest już „odpalony” albo „naenergetyzowany” koniecznie musimy usunąć go ze świadomości. Im mocniej zepchniemy go do nieświadomości tym lepiej. Nasza świadomość koncentrując się na sigilu zaczyna grzebać w jego strukturze. Pojawia się żądza rezultatów, myślimy już o tym co się stanie gdy dostaniemy to czego chcemy, nasza intencja tak czysta i klarowna na początku zaczyna obrastać mentalna tkanka nowotworową która zanieczyszcza i degeneruje pierwotna idee. Prawdopodobnie z czasem zaczną pojawiać się wątpliwości dotyczące działania sigila co prowadzi do jeszcze mocniejszego wypaczenia intencji która teraz nawet jeżeli zadziała to w swojej zdegenerowanej formie. Dlatego konieczne jest usuniecie sigila z naszej świadomości. Jak to zrobić? Najlepiej czystym aktem woli. Łatwo powiedzieć trudniej zrobić… Ale od czego mamy ten kwakał nieźle okablowanego sprzętu w czaszkach. Jest mnóstwo sposobów na odwracanie swojej uwagi. Po operacji odpalenia sigila można wdać się w jakiś rodzaj aktywności wymagający skupienia. Można słuchać radia, czytać książkę, tańczyć, rysować, grać w gry, spektrum jest nie ograniczone. Chodzi o to żeby pozostawić sigil w nieświadomości i trzymać go z daleka od świadomego umysłu. Upraszczając, chcesz o czymś przestać myśleć, daj swojemu umysłowi wystarczająco stymulujące zajęcie aby odwrócić jego uwagę od myślenia o sigilu.

Tak mniej więcej wygląda proces tworzenia sigili, jest to ogólny zarys który najlepiej zmodyfikować tak aby pasowała do indywidualnych predyspozycji. W kolejnych wpisać będę opisywał swoje „ulepszenia” i trochę po teoretyzuje na temat tego jak można by było zrobić to inaczej. Tak jak napisałem, w sigilizacji ogranicza nas tak naprawdę tylko nasza wyobraźnia. Jedyne o czym warto tak naprawdę pamiętać podczas tworzenia sigila to klarowności intencji. Intencja musi być jasnym komunikatem dla naszej nieświadomości, reszta jest w zasadzie kwestią czysto estetyczną którą dobrze jest zmodyfikować tak aby jak najlepiej współpracowała z nasza nieświadomością.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.