Roślina psychedeliczna jako nauczyciel.
(czyli konopna nawijka na temat roślin szamańskich (psychodelicznych) cz.1)
Rośliny psychedeliczne pozwalają nam na doświadczanie stanów świadomości z których nie byliśmy wcześniej w stanie zdać sobie sprawy lub takich których doświadczyliśmy, lecz obecnie nie doświadczamy (jak np. radość, otwartość, dobre samopoczucie). Tak oto roślina entheogeniczna staje się nauczycielem, dzięki niej odkrywamy sami na sobie jakich stanów możemy doświadczyć i, że w ogóle możliwe jest doświadczenie odmiennych stanów świadomości. Dzięki takiemu doświadczeniu poznajemy bliżej własną psychikę (umysł) i to jak ona funkcjonuje. Kiedy po raz pierwszy doświadczyłem stanu psychedelicznego (lub stanu dysocjacji ego (osoby)) nie mogłem wyjść z podziwu po ponownej integracji siebie (powrocie). Nigdy nie sądziłem, że możliwe jest doświadczenie stanu bezosobowej jedności z wszystkim co istnieje naraz i teraz. Doświadczenie pełnej wolności, które uleciało gdzieś w okresie dzieciństwa i, do którego to przybliżałem się to oddalałem się próbując zmienić świat, tak, żebym poczuł się spełniony, radosny i pełen miłości, jak beztroskie dziecko.
Więc jak to się zaczęło ? Oczywiście od eksperymentów (poszukiwań)((z głową na karku oczywiście)(mniej lub bardziej oczywiście
). Będąc w młodym wieku (a nadal w nim jestem:)) traktowałem różnego rodzaju substancje jako klucze, kluczyki dzięki którym mogłem poczuć więcej swobody z sobą, z ludźmi, czy ze światem. Tak też na studiach miałem okazje spotkać się po raz pierwszy z konopiami. Oczywiście wtedy nic mi o nich nie było wiadomo, oprócz tego, że wywołują wesołe stany, relaks i że straszy się nimi dzieci w podstawówce. I tak małymi kroczkami zaczęła się moja przygoda i podróż w świat magii tej rośliny. Z czasem zacząłem być coraz bardziej ciekawy i coraz więcej czytałem. W szczególności interesowałem się psychologią i stanami emocjonalnymi. Z czasem zahaczyłem się o psychenautycznych mistyków lat 60tych, joginów, mistrzów medytacji, astralnych podróżników, filozofów i szamanów., Wszystko to wzbogaciło mnie wewnętrznie i pozwoliło wreszcie odkryć prawdziwe źródło i charakter życia oraz odzyskać moc (odpowiedzialność za to co tworzę i jak żyję). Przez kilka ostatnich (około 5-6) lat doświadczeń z Roślinami Mocy (entheogenami) doświadczyłem wielu egzotycznych stanów świadomości co poszerzyło moje zrozumienie natury świadomości. „Dzięki temu” zrozumieniu stałem się spokojniejszy, żywszy, bardziej otwarty, zdecydowany, bardziej twórczy i po prostu nie do przewidzenia !
Jak to ? … Te stany uczą doświadczalnie, że wszystkie nasze myśli (a co za tym idzie czyny) są wynikiem naszego nastawienia. Może co po niektórzy nie będą zaskoczeni, ale dopiero samo doświadczenie ukazuje jak fundamentalne znaczenie ma pozytywne nastawienie w życiu. Co więcej, życie płynie… i chodzi o to, żeby z nim płynąć … ono płynie w jednym kierunku (ekspansja, życie, pasja, twórczość, sens, sens, witalność…) jednak przynajmniej patrząc na swoją przeszłość (co robię bardzo rzadko) zauważam, że nie zawsze pozwalałem mu „płynąć”, wsiadłem w łódkę na rzece życia i wiosłowałem w drugą stronę zamiast puścić ją lub wiosłować w kierunku prądu. I im bardziej zacząłem to rozumieć, tym łatwiejsze życie zaczęło się stawać. Może nie odkrywam Ameryki, ale dla mnie kilka lat temu to była Ameryka (nadal jest).
) I tak dzisiaj o tym myślę, to uczucie które wiele osób doświadcza podczas trwania psychedelicznego stanu jest doświadczeniem „przepływu”(pozytywnego stanu), jednak jest to przepływ wywołany rozpuszczeniem swoich barier dzięki tym substancjom. I lepsze to niż dalsza „walka” czy „tkwienie” w tym samym. Jakkolwiek, ważniejsze jest to, aby po takiej psychedelicznej sesji zauważyć i praktykować ten stan przepływu na trzeźwo.
Rośliny te w rdzennych (tak, również i w słowiańskiej) kulturach uważane były za święte. I moim zdaniem to święta prawda. Oczywiście niewielu z nas zdaje sobie sprawę, co w ogóle oznacza to słowo. Pamiętam swoją pierwszą komunię „świętą” (bo kościół/religia jest swego rodzaju zinstytucjonalizowaną funkcją szamana, co w pale się rdzennym plemionom nie mieści). Po 5-15 minutach jakiegoś uczucia placebo byłem bardzo zmieszany…. czyli ten opłatek to to jest jedność z Bogiem ? .. Pozostawiłem to pytanie bez konkretnej satysfakcjonującej odpowiedzi przez długie lata…. W każdym razie wracając do tematu.
Rośliny te mają niezwykły potencjał. Od relaksacji i bardziej euforycznego samopoczucia przez świadomość własnych podświadomych wcześniej myśli i schematów, doświadczeń wizji(projekcji) własnej wyobraźni, uelastycznienia myśli, aż po stany mistycznej jedności z wszystkim co jest, postrzegania poza zmysłowego, podróży astralnych, doświadczeń stanów bezosobowej ekstazy duchowej itp. itd.. Ten potencjał jest później wykorzystywany przez nas samych, przez człowieka. Inteligencja zapoznana z nowymi doświadczeniami, wrażeniami (danymi) zaczyna zmieniać światopogląd, nastawienie, zachowanie, myśli i całe nasze doświadczenie ulega zmianie. Dlatego ludzie po takich sesjach (w szczególności z użyciem Grzybów lub Ayahuaski) stają się całkowicie nowymi, odmiennymi ludźmi. Doświadczenie, które najczęściej pozostaje niewyrażone (ze względu na brak doświadczenia w wyrażaniu takich zjawisk czy absolutną niewyrażalność doświadczenia, to jakby poprosić człowieka z ulicy , żeby napisał wiersz) zmienia osobę na zawsze.
Głębsze doświadczenia pokazują takiej osobie, że wszystkie dylematy, problemy, udręki czy jakiekolwiek nawet związki z tym obecnym istnieniem jako „ja” są bez absolutnego znaczenia (mimo, że na co dzień mają znaczenie), a co za tym idzie osoba uzmysławia sobie, że to ona jest za ten stan odpowiedzialna, dzięki czemu po powrocie żyje nowym bardziej odpowiedzialnym za siebie życiem. Osoba taka wie czego chce. Dlatego dla wielu osób, które są szamanami (czyli w kulturze zachodniej są to dla kogoś poważnego z takiej kultury całkiem możliwe, że nawet „nieszkodliwi wariaci”, czyli ktoś dziwny, kto ma mimo wszystko dobre intencje – jakkolwiek wydaje się być jakiś „inny” może nawet jakby żył w takim swoim – „innym niż nasz śnie” – w sumie jak każdy z nas, ale jednak inaczej… bo ja wiem (i gdyby się dłużej zastanowić to pewno każdy by wiedział, że…) życie to sen
… za dniem dzień, w kółko i co lepsze, i co lepsze… tak, bez końca…
~~PsychedelicznySzaman
(no copyrights)


