znalezione na deoxy.org
Archive for Luty, 2010
Wolna wola, czy tylko złudzenie?
Na początku lat osiemdziesiątych Benjamin Libet wraz ze współpracownikami przeprowadził eksperyment, którego wyniki wstrząsnęły środowiskiem filozofów i neuropsychologów zainteresowanych zagadnieniem wolnej woli. Otóż wykazał on, że poczucie wolności wyboru i wpływu na podejmowane decyzje jest złudzeniem. Nie wchodząc w szczegóły, Libet badał aktywność mózgu, konkretnie zapis EEG tzw. potencjałów gotowości, w trakcie wykonywania prostej czynności. Okazało się, że świadomość wyboru pojawiała się około 200 msec przed wykonaniem ruchu, ale około 350 msec po zarejestrowaniu aktywności mózgu świadczącej o tym, że taki ruch nastąpi. W związku z tym wysnuto wniosek, że intencja powstaje niezależnie od świadomości, ale błędnie uświadamiana jest jako nasz własny wybór. W 20 lat później Libet przyznał, że scenariusz niekoniecznie musi być aż tak pesymistyczny, a furtka dla wolnej woli może mimo wszystko istnieć. Powiemy o tym na końcu artykułu.
Geny czy środowisko?
Jeden z bardziej charakterystycznych dla psychologii sporów dotyczy źródła determinacji postępowania człowieka. Obóz S twierdzi, że na to kim jesteśmy i jak się zachowujemy ma wpływ przede wszystkim środowisko, czyli wychowanie serwowane nam przez rodziców, szkołę i znajomych. Obóz G umniejsza wpływ czynników środowiskowych twierdząc, że przede wszystkim dziedziczone po rodzicach geny kształtują człowieka. Ci ostatni, jako silne argumenty podają wyniki studiów przeprowadzonych nad podobieństwem bliźniąt jednojajowych (posiadających ten sam materiał genetyczny) wychowywanych razem i osobno. Pomiędzy wymienionymi skrajnościami występuje ciąg kompromisów, jedni przyznają więcej środowisku inni genom, a jeszcze inni twierdzą, że oba czynniki determinują życie człowieka w równym stopniu. Nikt na serio nie bierze pod uwagę czynnika W – wolnej woli.
Samolubny gen
Przedstawicielem socjobiologii, czyli nurtu psychologii zajmującego się ewolucją zachowań i dziedziczeniem programów działania po przodkach, jest bez wątpienia Richard Dawkins. Ten słynny ewolucjonista uważa, że życie istniejące w takiej formie jak obecnie, powstało w następstwie ewolucyjnego kumulowania się zmian, a całą naszą złożoność i człowieczeństwo wytłumaczyć można przy użyciu bardzo prostych praw (zaprzecza tym samym konieczności ingerencji istoty wyższej, czym ściąga na siebie ataki kreacjonistów). To nie wszystkie z głoszonych przez niego rewelacji. Dawkins zatytułował jedną ze swoich książek „Samolubny gen” i chyba dzięki tej koncepcji jest najbardziej znany. Według niego, każdy człowiek, Ty, Ja, Albert Einstein i Woody Allen jesteśmy jedynie pojemnikami przechowującymi geny i realizującymi ich polecenia. Ewolucja działa nie na poziomie jednostek, czy grup lecz na bardziej elementarnym poziomie – pojedynczych genów. Według Dawkinsa, geny są potencjalnie nieśmiertelnymi replikatorami, których jedynym celem jest rozmnażanie, współpraca i dominacja nad innymi genami. Wszystko to jest korzystne dla człowieka, gdyż bardziej doskonalsze geny oznaczają bardziej sprawnego człowieka. Czy gdyby pozbawić seks wartości reprodukcyjnej istaniałaby zazdrość, cnota jako walor, wstyd czy monogamia? Wątpliwe, prawdopodobnie seks stałby się podobną rozrywką jak obiad w restauracji, czy wieczór w teatrze. Dlaczego matka poświęci swoje życie dla dziecka? Ponieważ dzięki niej geny uchronią swoich genopotomków od zagłady. Dlaczego większość par nie zdecydowałoby się na adopcję? Tylko dlatego, że samolubne geny dbają o kontynuację swojej linii, wbudowując w umysł człowieka niechęć do działań na rzecz konkurencyjnych genów.
Ogólna zasada brzmi, że im bardziej ktoś do nas podobny tym bardziej jesteśmy mu skłonni pomóc, ponieważ istnieje duża szansa (tym większa im większe podobieństwo), że jesteśmy „nosicielami” podobnych genów.
Przyjrzyjmy się bliżej procesom ewolucji. Od czasu ogłoszenia koncepcji ewolucji przez Karola Darwina podstawowa idea nie uległa zmianom i wciąż jest uważana za jedną z najprostszych i najpiękniejszych w historii nauki.
Na czym polega ewolucja?
Proces ewolucji polega na stopniowym doskonaleniu organizmu – jest to jej jedyny i niezmienny cel. Postępująca doskonałość organizmu opiera się o dwie cechy: zdolność do reprodukcji i zdolność do przetrwania. Umiejętności przetrwania i prokreacji można następnie rozłożyć na wiele różnych cech takich jak: atrakcyjność fizyczna, skuteczność w ochronie potomstwa, umiejętność współpracy i tak dalej. Na bardziej szczegółowym poziomie każdą z cech możemy dokładniej rozpisać, np. atrakcyjność fizyczną na kolor upierzenia, długość ogona, feromony itd. Większość z tych cech regulowana jest genetycznie. Hasło – „Przetrwanie najlepiej dostosowanych” oznacza, że im osobnik jest „lepszy” w prokreacji i przetrwaniu tym więcej swoich genów przekazuje w następnej generacji potomstwu i tym skuteczniej walczy o swoje prawa z innymi organizmami. Z pokolenia na pokolenie jego replik jest coraz więcej, a co ważniejsze, w populacji więcej jest genów gwarantujących mu ten sukces. Nawiasem mówiąc, wymienione bez właściwego kontekstu sformułowanie „przetrwanie najlepszych” jest tautologią, co zarzucają całej teorii ewolucji laicy, dlatego lepiej zastąpić go określeniem „prokreacja najlepiej dostosowanych” – wyrażającym esencję ewolucji i pozbawionym tautologicznego wydźwięku.
Dziedziczenie nie wystarczy do tego, aby zaistniała ewolucja. Niezbędna jest przypadkowość. Natura doskonali organizmy metodą prób i błędów – losuje różne kombinacje i wersje genów, po czym dobór naturalny wybiera kombinacje najlepsze. Te są ponownie modyfikowane: powstają gorsze i lepsze, ale dobór wciąż te lepsze. Z pokolenia na pokolenie organizmy są więc coraz lepiej przystosowane, geny korzystne są przekazywane, zaś niekorzystne zanikają. Przypadkowość, niezbędny składnik ewolucji osiągana jest poprzez losową wymianę informacji genetycznej pomiędzy rodzicami (po jednym chromosomie z pary) oraz tzw. crossing-over (trochę od dziadka i trochę od babci) i przez mutacje (losowe zmiany zapisu a więc i funkcji genów). Podsumujmy jakie składniki są niezbędne aby zaistniała ewolucja. Są to: występowanie przypadkowych zmian w organizmach, dobór faworyzujący organizmy o określonych cechach, posiadanie przez organizmy genotypu – zbioru genów.
Ewolucja działa na różnych poziomach doboru. Rozmaite rodzaje doboru, które za moment wymienię, łączy jedna wspólna cecha – stanowią one filtry, które przesiewają osobniki pod względem określonych, różnych kryteriów. Należy zauważyć, iż praktycznie wszystkie te filtry działają wspólnie na jednostkę, wyjściowo określając status posiadanych przez nią genów. Najbardziej znane rodzaje doboru to: płciowy – skuteczność przyciągania i wabienia przeciwnej płci, naturalny – zdolność do przetrwania w zmieniających się okolicznościach, grupowy – umiejętność kooperacji i specjalizacji (stanowiący o potędze naszej cywilizacji). We wszystkich wymienionych do tej pory odmianach mamy do czynienia z doborem i selekcją materiału biologicznego. W czasach postępującego rozwoju technologii i kultury jest to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Zasady doboru naturalnego i ewolucyjnego doskonalenia wykorzystywane są od wielu lat w cybernetyce, algorytmach genetycznych i sztucznej inteligencji. Sieci neuronowe, stosowane w programach eksperckich, oprogramowaniu rozpoznającym mowę lub pismo działają zgodnie z zasadami ewolucji. Również mózg rozwija się dzięki ewolucji (co próbują naśladować komputerowe sieci neuronowe – jest to tak zwany Neuronalny Darwinizm).
Memetyka a Wirusy Umysłu
O doborze naturalnym można również mówić w kontekście rozwoju kultury i nauki. Richard Dawkins nazwał kulturę i wszystko to czego dowiadujemy się z otoczenia „poszerzonym fenotypem” w którym jednostki informacji zostały nazwane „memami”. Memetyka jest dość świeżą dziedziną psycho-socjo-biologii-ewolucyjnej. Opiera się na analogii memów – podstawowych jednostek informacji kulturowych, do replikujących się samolubnych genów. Podobnie jak samolubne są geny, również memy dbają wyłącznie o swój własny interes. Ponieważ jednak nie są tak bardzo związane z nosicielem jak geny, ich sukces nie zawsze koreluje z sukcesem nosiciela. Istotniejsze dla memu nie jest to, czy jego nosiciel będzie miał z niego korzyści tzn. będzie sprawnie prokreował i zdobywał pokarm, lecz jak szybko i sprawnie będzie przekazywał ów mem innym ludziom. Na identycznej zasadzie działają wirusy, tak więc memy wkrótce okrzyknięto wirusami umysłu – analogia do wirusów komputerowych wręcz sama się narzuca. Z punktu widzenia pasożyta umysłu (lub wirusa DNA) nie jest istotne nawet to, czy jego nosiciel nie ucierpi w trakcie, grunt by wcześniej przekazał do dalej. Jest to prawda, przynajmniej w odniesieniu do niektórych memów, gdyż błędem jest stwierdzenie, że wszystkie memy są wirusami. Przekazanie memu nie zajmuje, tak jak dla genów człowieka, dziewięć miesięcy lecz na przykład kilkanaście sekund. Sensacyjna plotka jest takim memem. Dzięki telefonom (szczególnie komórkowym) potrafi się w ciągu kilku godzin rozprzestrzenić się na ogromną liczbę osób.
Według Dawkinsa patologicznym memem jest również religia, autor określa ją mianem wirusa umysłu. Inne memy, takie jak przepisy kulinarne mogą być przydatne i praktyczne a jeszcze inne, takie jak dowcipy i kawały, służą po prostu rozrywce (choć nie da się ukryć, że często mają na celu dewaluację określonych grup społecznych lub płci). Niektóre memy, podobnie jak wirusy komputerowe, mają ustalony czas aktywacji. Przykładem jest Prima Aprlils, czy też przesądy w rodzaju piątku trzynastego, wyzwalające w określonym czasie szereg niezrozumiałych z punktu widzenia ekonomii zachowań. Memy bywają wyposażone są również (oprócz klauzuli o bezwarunkowej wierze) w instrukcję utrudniającą zmianę treści. Jako przykład podać można Pismo Święte oraz dokumenty publiczne, które mogą być kopiowane wyłącznie z zachowaniem pełnej zgodności – za ich zmianę grożą kary natury nadprzyrodzonej lub finansowej.
Jakie są symptomy zainfekowania wirusem doktryny religijnej, wg. Dawkinsa (na podstawie „Viruses of Mind”)? 1. Pacjent posiada głębokie, niezachwiane przekonanie, że coś jest prawdziwe i słuszne. Przekonanie to nie opiera się na logicznych i racjonalnych przesłankach, które pacjent potrafi wymienić, co jednak nie wpływa negatywnie na jego wiarę. 2. Dla pacjenta idea niezłomnej i nie zachwianej wiary jest cnotą. Dla niektórych nawet, wiara jest tym silniejsza im mniej przesłanek. Cnota wiary bez empirycznego dowodu na nią, jest tarczą ochronną większości „pakietów religijnych” – a mimo to niewielu ją kwestionuje. 3. Symptomem zainfekowania jest unikanie zgłębiania zjawisk leżących u podstaw, co mogłoby ujawnić samolubny rdzeń memu. Pacjent zakłada z góry, że nieścisłości lub niedostateczne wyjaśnienia są celowe i przemyślane. Paradoksy są pozorne, bo wynikają z dotykania czegoś co jest „niepoznawalne” a więc nie może lub nie powinno być poznane. Tertullian twierdził, że „coś musi być oczywiste skoro jest niemożliwe”. 4. Zainfekowany wykaże nietolerancję dla jednostek wolnych od wirusa lub tych, którzy się go pozbyli. Co więcej będzie w stanie poświęcić swoje życie dla dobra wyznawanej idei. 5. Stan chorego, mimo widocznych dla otoczenia objawów infekcji stanowić będzie dla jednostki źródło przyjemności, intensywnością czasem dorównującą przyjemności seksualnej. Przykładem mogą być orgazmistyczne wizje Św. Teresy z Avilii.
Posługując się żargonem komputerowym – wiara realizuje potrzebę bezpieczeństwa, a religie wykorzystują to łącze do indoktrynacji spójnymi zespołami memów. Chcemy wierzyć i chcemy poddawać się czemuś co przynajmniej na pozór jest prawdziwe. Jaki byłby inny sens wystawiania certyfikatów koszerności?
Nie wszyscy mamy możliwość świadomego wyboru, tego jaką drogą będziemy podążać. Czysta karta umysłu dziecka wręcz prosi się o to, aby utrwalić na niej jakiekolwiek informacje, wokół których później obracać się będzie światopogląd dorosłego człowieka. Jedną z lepszych scen indoktrynacji w historii filmu, jest klasa dziewczynek z „Seksmisji”. Łatwo dopowiedzieć sobie kontynuację tej historii, która miałaby miejsce gdyby nie Maks i Albert. Dorosłe kobiety przekazywałyby to, czego dowiedziały się jako dzieci i tak w nieskończoność.
Geneza memów
Rozłóżmy mem na czynniki pierwsze. Jego otoczką jest to co widać na pierwszy rzut oka, a co decyduje o jego atrakcyjności a więc o możliwości dalszej reprodukcji. Otoczka mami potencjalnego nosiciela memów przyjemnością, korzyściami; prawdziwymi lub tylko pozornymi. Ponadto głębiej może być ukryty rdzeń memu; najczęściej zakodowany program działania. Akceptując otoczkę podporządkowujemy się informacji zawartej w rdzeniu. Mem może być „pusty” aczkolwiek nie zajedzie on daleko bez atrakcyjnej otoczki. Przykładem memu posiadającego rdzeń i otoczkę jest zwykła reklama telewizyjna. Reklama mami użytkownika interesującym przekazem, chwytliwą melodią, wraz z dźwiękiem i obrazem przenosząc podstawowy przekaz „kup produkt ABC, nie kupuj XYZ”. Rdzeniem memu może być również treść praktyczna dla użytkownika. Wówczas użytkownik i mem pomagają sobie wzajemnie zwiększając swoje szanse na reprodukcję i przetrwanie.
Memy mogą ewoluować i ewoluują, jeśli nie efektywniej to na pewno szybciej niż materiał genetyczny. Przekazując sobie informacje werbalnie zniekształcamy przekaz, co jest odpowiednikiem mutacji genetycznej. Memy łączą się również ze sobą ku wspólnemu celowi, stając się wspólnie silniejszymi replikatorami, w zasadzie pakietami współpracujących memów. Przykładem są omawiane wcześniej doktryny religijne.
Poszerzony fenotyp Richarda Dawkinsa oznacza kontynuację i przedłużenie materiału w który wyposaża nas genotyp. Ludzie, w odróżnieniu od zwierząt, są bardziej elastyczni i lepiej adaptowalni do otoczenia – być może na tym polega nasza przewaga nad zwierzętami. Podczas gdy genotyp zmienił się w znikomym stopni, kultura uległa drastycznej ewolucji. Wszystko to jest możliwe dzięki wrodzonemu wyposażeniu człowieka w zdolność posługiwania się językiem, która dała początek rozwojowi całej kultury. Łatwo wyobrazić sobie scenariusz koegzystencji memów i genów. Rozwijając język, jednocześnie ludzie zaczęli gromadzić doświadczenie życiowe, w szybkim tempie doskonaląc przystosowanie kolejnych pokoleń. Niemożliwe, czyli „dziedziczenie” umiejętności nabytych stało się możliwe dzięki językowi . Każdy z języków jest platformą po której przesyłane są memy, inaczej mówiąc język jest nośnikiem memów, tak jak DNA jest nośnikiem genów. Co ciekawe, cechy języka mogą ułatwiać lub utrudniać rozpowszechnianie się memów, co wpływa na dobór grupowy osób posługujących się danym językiem. Załóżmy, że istnieją dwa państwa, których obywatele posługują się różnymi językami. Język A jest łatwiejszy do nauczenia niż B. Oczywiste jest, że A będzie rozpowszechniał się lepiej w innych krajach niż B, co umożliwi np. naukowcom kraju A propagowanie swoich idei, zaś ograniczy przekazywanie idei mieszkańcom kraju B.
Warto powiedzieć, że pomiędzy memami i genami może zachodzić wzajemny wpływ. Na przykład pewne praktyki akceptowane w danej kulturze mogą spowodować wzrost lub zmniejszenie frekwencji określonych genów. Przykładem może być częste picie mleka dla utrzymania kondycji i idące za tym obniżenie odsetku osób cierpiących na nietolerancję laktozy mlecznej. Inny przykład do uzależnienie kompatybilności partnerów od znaków zodiaku. Chociaż wstępnie zbieżność, czy rozbieżność znaków nie mają żadnego znaczenia (załóżmy), to w efekcie stosowania się do zaleceń astrologii, może dojść do genetycznego utrwalenia nawyków związanych z doborem płciowym. Dzięki samospełniającej się przepowiedni mit może wykreować fakt.
Granice memetyki
Mam nadzieję, że nie popadłem w przesadny entuzjazm. Analogia genów do memów jest bardzo atrakcyjna, wydaje się jednak, że w paru punktach jest ona naciągana. Jakby nie nazwać jednostek informacji to jednak w znacznym stopniu różnią się one od genów: memom brak jest na przykład trwałości, o czym można się przekonać grając w głuchy telefon. O tych i o innych ograniczeniach memetyki chciałbym na koniec napisać .
Dostępną na rynku polskim książkę “Wirus umysłu” Brodiego – wykorzystam jako antyprzykład do krytyki memetyki. Oto moje wrażenia pojawiające się w trakcie czytania. Pierwszy rzut oka: ciekawie skonstruowana książka, przejrzysta i zachęcająca. To wzbudza moje podejrzenia, wartościowe informacje rzadko przyjmują atrakcyjną formę. Ciekawe, czy idzie to w parze sensownością i głębokością przekazu? Czy nie jest to aby kolejna popularnonaukowa bajka dla dorosłych? Już na wstępie książka obiecuje złote góry, zachwala zalety nowej nauki, ukazuje nasze obecne zacofanie i brak wglądu w sterujące nami metamechanizmy. Trochę za dużo tego samouwielbienia jak na dwadzieścia stron tekstu. Na stronie 32 autor sugeruje pełną sterowalność zewnętrzną przez memy – jednostki informacji. Atakują nas jak wirusy, wbrew naszej woli przez podświadomość. Usłyszane gdzieś, kiedyś, informacje osadzają się w pamięci jako skojarzenia które koniecznie musimy stosować. Świadomość? Nie ma tutaj miejsca na świadomość i aktywną działalność poznawczą. Wchłaniamy memy jak suche gąbki. Autor wielokrotnie zastępuje pojęcia stosowane przez psychologię określeniem memu. Dosłownie wszystko staje się memem: od pojęcia po teorię. Przepraszam – są również meta memy, czyli memy o memach. Strona 58. Tracę wiarę że Richard Brodie w naukowy sposób opisze memy. Robi za to co już było: kategoryzuje wiedzę. Trzy klasy niewarte uwagi: strategie, skojarzenia i kategorie. Psychologia poznawcza kipi od takich teorii. Oczywiście na każdym kroku autor zaznacza, że chodzi mu wyłącznie o memy. Uproszczenie psychologii postępuje. Brodie ogranicza wpływ wewnętrznych procesów poznawczych do selekcji informacji. Gibsonizm. Jesteśmy lustrem dla otoczenia. Kolejne strony pokazują “analogie” memów do biologii (wirusologii) i informatyki. Strona 95. Posłuchajmy jakie sprytne definicje bardzo ważnych pojęć proponuje autor. Ewolucja – “…rzeczy zmieniają się z upływem czasu…” Replikator – “..każdy kopiowany obiekt..” Brodie wyraźnie podrabia narratorski styl Dawkinsa i przy tym nie dorasta mu do pięt. Nawiązuje do łańcuszków szczęścia. Nie zauważa, że są to rzadkie przykłady memów z mechanizmami replikacji. Reklamy (również zawierające memy) nie posiadają tych mechanizmów. Strona 127. Skończyłem czytać rozdział zatytułowany. “Seks – fundament ewolucji”. To czteroliterowe, niezwykle popularne określenie zarezerwowane jest tylko dla ludzi. A może się mylę? Czy można seksem nazwać aktywność naszych dalekich przodków o których czytamy “zwierzęta spółkowały ze skałami, drzewami, grzybami [...] z czym się dało”. Nic dodać, nic ująć. Tak oto w oczach autora wygląda dobór naturalny. Strona 175. Kilkanaście dość ciekawych stron na temat “jak przyswajamy obce programy”. Obok metod oswajania (asocjacji), dysonansu poznawczego itd. opisano konia trojańskiego. Chyba najciekawszy rozdział. Koniec książki.
Czas na podsumowanie. Atrakcyjna okładka, a wewnątrz sieczka “dla opornych”. W jednym względzie Brodie miał rację. Informacje sterują nami, zamykają nas w oferowanej przez nie wizji wiata i zamieniają w orędowników płytkich idei, co z miejsca wychwytuje krytyczny obserwator. “Wirus umysłu” podobnie jak cała memetyka, jest takim memem. Jest to dowód jak bardzo zapalczywie jesteśmy skłonni bronić swoich racji, nie zauważając całej paranoi jaka wokół tego narasta. Memetyka, jako nauka kusi nas swą prostotą i dlatego jest doskonałym replikatorem (dla odmiany genetyka jest bardzo złożoną dziedziną wiedzy). Memetyce zarzucić można nieuprawnione stosowanie uogólnień i słabo sprecyzowanych określeń. Setki autorów mówią o memach, przy czym każdy w inny sposób rozumie to pojęcie. Metodologia memetyki, czyli ogólnie przyjęty sposób w jaki opisujemy i badamy rzeczywistość jest praktycznie żadna. Memetyka nie docenia człowieka jako aktywnego procesora informacji. Twierdzi, że wystarczy wrzucić go do „jeziora memów” aby nasiąkł nimi i zaczął je rozpowszechniać. A przecież nawet Libet, po latach przyznał, że wolna wola mimo wszystko może istnieć. Opisywane na wstępie doświadczenie Libeta wykazało, że poczucie wolności decyzyjnej jest tylko częściowo złudzeniem. Człowiek ma jednak, wg. Libeta możliwość powstrzymania się przed działaniem, które jak mówiliśmy generowane jest nieświadomie. W jakimś stopniu to od nas zależy, czy uda nam się odsłonić rdzeń, negując „opakowanie”, czy też będziemy działać pod dyktando memów i genów mając przyjemne wrażenie, że istniejemy.
Literatura
Richard Dawkins „Samolubny gen”
Memetics publications on the web – niezwykle bogata kolekcja artykułów poświęconych memetyce. Polecam!
Piotr Lasoń, 1 kwiecień 2001
Celem życia są religijne odkrycia
Pośrednią manifestacją boskiego procesu jest spirala nazwana przez nas kodem DNA, który przez ostatnie 2 miliardy lat tworzył z naszej planety Ogrody Edenu. Została utkana zawiła pajęczyna, delikatna tkanina chemiczno-elektryczno-nasienno-tkankowo-organiczno-gatunkowa. Tańcząca, radosna harmonia energetycznych transakcji ma swe korzenie w 30 centymetrowej warstwie gleby pokrywającej
skałę
metal
ogień
jądro planety.
W tych Ogrodach Edenu każda istota ludzka rodzi się jako doskonały byt. Wszyscy urodziliśmy się boskimi mutacjami, najlepszą z odpowiedzi kodu DNA na radosne zapytanie tej planety o byt. Znakomite wyposażenie adaptacyjne bazuje na 2 miliardach lat badań konsumenckich (RNA) i stylistycznych poszukiwań (DNA).
Jednakże każde dziecko, jakkolwiek doskonałe od urodzenia, natychmiast znajduje się w niedoskonałym, sztucznym, dysharmonijnym systemie społecznym, który systematycznie okrada je z przyrodzonej boskości.
Skąd wzięły się te społeczne systemy?
Poszczególne społeczności tworzyły się w harmonijnej adaptacji do środowiska i podobnie jak jednostki szybko były przechwytywane przez nie-zaadoptowane, sztuczne, powtarzające się sekwencje.
Gdy indywidualne zachowanie i świadomość załapią się na rutynowe sekwencje działań zewnętrznych, stają się martwymi robotami i nadchodzi czas śmierci i odrodzenia się. Czas na “odpadnięcie”, “podłączenie się”, i “dostrojenie się”. Czasy robotyzacji nazywane są Kali Jugą, Wiekiem Wojen i Cesarstwa, szczytem tak zwanej cywilizacji, Rządami Johnsona. To nieubłagane prawo śmierci, żyda, zmienia się w rytmie galaktyk i pór roku, w rytmie nasienia. Nigdy nie zamiera.
Odpadnij. Podłącz się. Dostrój się
Odpadnij – uwolnij się od zewnętrznego dramatu socjalnego, który jest równie odwodniony jak ersatze w TV.
Podłącz się – znajdź sakrament, który skieruje cię do świątyni Boga, twojego własnego ciała. Odleć w niebiosa..
Dostrój się – zmartwychwstań. Opadnij z niebios żeby to wyrazić. Rozpocznij nową sekwencję zachowań, odzwierciedlających twoją wizję.
Ale sekwencja musi być kontynuowana. Nie możesz stać w miejscu.
Death. Life. Structure. (Zgon. Życie. Formacja)
D.L.S.
D. L. S. D. L. S. D.
L. S. D. L. S. D. L.
S. D. L. S. D……
Każda akcja nie będąca świadomym wyrażeniem rytmu odpadnięcie-pod-łączenie-dostrojenie-odpadnięcie, jest martwą rolą robota grającego na scenie oszukańczego TV-show pt.: amerykańska rzeczywistość.
Działania będące świadomym wyrażeniem rytmu: podłącz się, dostrój się, odpadnij, są religijne.
Mądra osoba poświęca swoje życie na wyłącznie religijne poszukiwania – gdyż w nich znajduje się jedynie ekstaza, ostateczna odpowiedź.
Wszystko inne, to sprzeczki (albo Hollywoodzkie romanse) pomiędzy postaciami z telewizyjnego studia.
Jak się podłączyć
Podłączenie się, to uwolnienie od sztywnego, uzależniającego koncentrowania się na akcji, odbywającej się w studio TV i zajęcie się wewnętrznymi energiami ciała.
Żeby się podłączyć, musisz pozbyć się umysłu i:
1. Zbliżyć się do zmysłów – ześrodkować się na energiach zmysłowych.
2. Wskrzesić swoje ciało – ześrodkować się na energiach somatycznych.
3. Podążyć wzdłuż szlaków pamięci komórkowej, poza cielesną czasoprze-
strzeń – ześrodkować się na energiach komórkowych.
4. Odkodować genetyczny kod.
Zapamiętaj: na każdym z tych poziomów (zmysłowym, somatycznym, komórkowym, molekularnym), uwaga może zostać zwrócona w kierunku energetycznych zmian wewnątrz lub na zewnątrz ciała. Jeżeli uwaga podczas sesji zostanie skierowana na zewnątrz, zewnętrzny świat zostanie doświadczony w kategoriach nie-symbolicznych energii – w kategoriach języka. Bądź ostrożny. To może być szokujące. Wszystkie obiekty na scenie telewizyjnego studia są doświadczane znienacka:
1. Jako obiekty sensoryczne (np. ożywa pokój, poza kontrolą, eksplodując światłem i dźwiękiem)
2. Somatycznie (np. pokój żyje, pulsuje rytmem wydalania)
3. Komórkowe (np. wszystkie obiekty i postacie przybierają stylizowany, mityczny, reinkarnacyjny odcień)
4. Molekularnie (np. wszystkie obiekty i postacie bezosobowo migoczą jako wibrujące mozaiki)
Rozpoznanie eliminuje strach i zamieszanie. Żeby się podłączyć, potrzebujesz map i podręczników.
Żeby się podłączyć, musisz nauczyć się sposobu modlitwy. Modlitwa jest kompasem, żyroskopem wiodącym do koncentracji i spokoju.
Podłączanie się jest złożonym, pełnym wymagań i zamieszania, przerażającym procesem. Wymaga zdyscyplinowanej jogi.
Podłączenie się wymaga przewodnika, który może pokazać ci poziom suflerów ze sceny TV oraz poziomy: sensoryczny, somatyczny, komórkowy i molekularny.
Kiedy się podłączasz, pamiętaj: nie jesteś niegrzecznym chłopczykiem odlatującym z nudów i dla zabawy.
Jesteś duchowym podróżnikiem, rozstrzygającym najstarsze szlachetne zadanie człowieka. Kiedy się podłączasz, strząsasz z siebie balast postaci i oszukańczych scen studia TV i uczestniczysz w świętym tańcu wizjonerów. Opuszczasz Johnsona i Boba Hope\’a, przyłączasz się do Lao Tsy, Chrystusa i Blake\’a. Zawsze doceniaj święte znaczenie podłączenia się.
Aby się podłączyć, potrzebujesz sakramentu. Sakrament jest widzialną zewnętrzną formą, która przekręca klucz w drzwiach do wnętrza. Sakrament musi doprowadzić do zmian cielesnych. Sakrament pozwala ci wyrwać się z gry w studio TV i wprzęga cię w 2-miliardowo-letni wewnętrzny nurt.
Sakrament, który rzeczywiście działa jest niebezpieczny dla reżyserującego TV-show establishmentu oraz dla tej części twojego umysłu, która jest przywiązana do gry w TV.
Każde społeczeństwo gier TV wytwarza zmieniające-ciało sakramenty, pozwalające na wyskoczenie ze społecznego umysłu.
Na dzisiaj sakramentem jest LSD. Później nadejdą nowe sakramenty.
Sakramenty stają się z czasem znoszone jak odzież. Stają się częścią społecznej gry w TV-studio. Doceń LSD dopóki ono działa. Za piętnaście lat będzie oswojone, uspołecznione, zrutynizowane.
Jak się dostroić
Nie możesz być cały czas podłączony. Nie możesz stać cały czas w jednym miejscu. Takie jest prawo ewolucji. Po objawieniu konieczne jest powrotne wpadnięcie. Powrót do nadawanego programu TV i zainicjowanie małych zmian, które odzwierciedlą chwałę i znaczenie podłączenia. Zmieniasz sposób poruszania się, ubierania się i zmieniasz swoje miejsce na scenie Telewizyjnego studia. Zaczynasz wyglądać jak szczęśliwy święty. Twój dom staje się zwolna kaplicą. Powoli, delikatnie, zaczynasz rozsiewać wokół siebie nasiona transformacji. Psychodeliczna sztuka. Psychodeliczna muzyka. Psychodeliczny taniec.
Nagle odkrywasz, że odpadłeś.
Jak odpaść
Odpaść onacza dokładnie to: odpaść.
Główna aktywność większości Amerykanów sprowadza się do odgrywania swojej roli na scenie studia TV. Fałsz. Nienaturalność. Automatyzm.
Odpadniecie oznacza uwolnienie się z każdej sztuki granej w TV, która nie brzmi w rytmie cyklu: podłączenie się, dostrojenie się, odpadnięcie.
Opuść szkołę. Porzuć swoją robotę. Nie głosuj. Olej wszystkich polityków. Nie marnuj świadomości na myślenie w kategoriach gier w studio-TV. Wybory polityczne są pozbawione znaczenia.
Odpuść sobie fantazje o infiltracji struktur społecznych. Jedyna kontrola nad poczynaniami telewizji, to ich kontrola nad tobą.
Odpuść sobie Judaistyczno-Chrześcijańsko-Marksistowsko-purytańsko-lite-racko-egzystencjalistyczne sugestie o tym, że odpadnięcie jest ucieczką i w rzeczywistości konformizmem. Odpadanie jest najtrudniejszą jogą.
Niech twoje odpadnięcie będzie niewidzialne. Bardzo proszę ? bez rebelii!
Żeby odpaść, musisz stworzyć swoją własną religię Rytm odpadania, dostrajania się, podłączania się jest najbardziej naturalny w małych grupach członków rodziny, kochanków, przyjaciół.
Z przyczyn zarówno psychodelicznych jak i prawnych, musisz stworzyć swój własny kult.
Reżyserzy telewizyjnego studia nie życzą sobie, byś wiódł religijny żywot. Zastosują każdy środek przymusu (łącznie z więzieniem), abyś utrzymał się w ich grze.
Także twój własny umysł, który został skorumpowany i neurologicznie uszkodzony przez lata edukacji prowadzonej w ramach gier studia TV, będzie cię powstrzymywał od zrezygnowania z udziału w grze. Potrzebne jest wyzwolenie grupowe.
Musisz stworzyć najstarszą i najświętszą z ludzkich struktur – klan. Klan lub kult jest małą grupą ludzi, zorganizowaną wokół religijnego celu.
Pamiętaj, jesteś przede wszystkim naczelnym. 2-miliardoletni plan zaprojektował cię do życia w małych grupach.
Nie możesz zaakceptować politycznego albo duchowego przywództwa, kogoś kogo nie możesz dotknąć, z kim nie możesz kon-spirować (współ-oddychać, por.: re-spirator), uczestniczyć w nabożeństwie, oddawać się uniesieniom.
Twój klan musi łączyć relikwiarz i totemiczne, duchowe źródło energii. Oddajesz klanowi swoją lojalność i klan daje ci całkowite bezpieczeństwo.
Ale klan musi się koncentrować na celach religijnych. Religia oznacza dostrojenie się do naturalnych rytmów. Religia jest procesem podłączenia się, dostrojenia, odpadnięcia.
Ponieważ zarówno ty jak i twoi klanowi bracia jesteście podłączeni, będziecie emanować energią. Będziecie przyciągać uwagę i wrogość establishmentu TV, entuzjastyczne zainteresowanie ze strony pozbawionych korzeni aktorów TV, chcących przyłączyć się do klanu. Zasadniczo każdy pragnie się podłączyć, dostroić i odpaść.
Unikajcie konfliktów z establishmentem. Unikajcie rekrutacji i gwałtownego wzrostu. Chrońcie harmonię klanu.
Wasz klan musi pozostać ograniczony do kręgu przyjaciół.
Musicie obronić się przed TV-tendencją do ekspansji.
Wasz klan nie może stać się organizacją masową.
Struktura klanu musi pozostać komórkowa.
Centrum waszej religii, to prywatne, święte miejsce.
Aktywność waszej religii musi się ograniczać do sekwencji: podłącz się, dostrój się, odpadnij. Unikajcie związków z grami “we władzę”, charakterystycznymi dla studia TV.
Musicie wymyśleć własną religię. Ty jesteś Bogiem – ale tylko ty możesz odkryć i pielęgnować swoją boskość. Nikt nie może za ciebie wymyśleć twojej religii.
W szczególności, ci Amerykanie którzy używają psychodelicznych chemi-kaliów-marihuany, pejotlu, LSD – muszą ocenić realistycznie swoje cele i gry. Palisz marihuanę? Dobrze. Ale dlaczego? Jako fragment twojej osobistej gry? Jako część perspektywy amerykańskiego studia-TV? Żeby rozszerzyć swoje ego? Żeby zagrać rolę TV jako hippis, konformista, buntownik? Ponieważ jest to odpowiedni rekwizyt do granej roli? Ponieważ jest to społeczno-psychologi-czny nawyk? Dobrze. Niech tak będzie. “Gra w trawę” jest fascynującym scenariuszem do odegrania, wciągającą grą w zakazane przyjemności.
Ale jest inny sposób patrzenia na drągi psychodeliczne, wliczając w to trawę; perspektywa historyczna. Od tysięcy lat najwięksi artyści, poeci, filozofowie i kochankowie stosowali rozszerzające-świadomość substancje do podłączania się, dostrajania, odpadania. Jako części poszukiwań sensu życia. Jako narzędzia do osiągania nowych poziomów świadomości. Dla objawienia. Jako oświetlenia ciemności długiej podróży.
Każdy z wielkich wybuchów aktywności wyrastał z psychodelicznego podłączenia się. Następnie wizjoner dostrajał się, aby przekazać wiadomość. Nowy rodzaj sztuki. Nowy środek ekspresji. Podłączał innych. Tworzył się kult. Tworzono nowy program TV, bliższy rodzinno-klanowo-ple-miennej komórkowej strukturze naszego gatunku.
Czy życzysz sobie zastosować marihuanę, aby wydostać się poza scenariusz TV? Aby poszerzyć kreatywność? Jako katalizatora głębszej wiedzy?
Jeżeli tak, to pomocnym dla ciebie będzie sprecyzowanie religijnej natury twojej psychodelicznej aktywności. Nadanie znaczenia twojemu skrypto-wi-scenariuszowi, rozjaśnienie twoich relacji z innymi, zmierzenie się z systemem prawnym, zrobisz dobrze wymyślając własną religię.
Jak założyć własną religię
Po pierwsze, zdecyduj z kim wyruszysz w odkrywczą podróż. Jeżeli posiadasz rodzinę, koniecznie zabierz ją z sobą. Jeżeli masz bliskich przyjaciół, na pewno zechcesz ich także zabrać na wyprawę. Pytanie: z kim założę ligę duchowych odkryć? – jest fascynującą praktyką.
Następnie usiądźcie ze swoimi duchowymi kompanami i zapiszcie na kartce plan waszej wycieczki. Opiszcie i zdefiniujcie wasze:
Cele
Role
Rytuały
Reguły
Słownictwo
Wartości
Lokalizację czasoprzestrzenną
Kontekst mitologiczny
Oto interesujące ćwiczenie. Dowiesz się niezmiernie dużo o sobie i swoich towarzyszach. Zobaczysz gdzie jesteś i gdzie cię nie ma.
Odkryjesz, że koniecznie trzeba określić sposoby w jakie twój klan będzie wyrażać i traktować odpowiedzialność, autorytet, relacje seksualne, pieniądze, ekonomikę, obronę, komunikację.
Krótko mówiąc, stworzycie nie tylko waszą religię, ale własną, naturalną polityczną jednostkę. Jest to kwestia nieunikniona, ponieważ podstawowa jednostka polityczna jest tożsama z podstawową grupą duchową ? klanem. Czy naprawdę wierzysz w to, że kościół jest jedynie tam, gdzie chodzisz na poranną, niedzielną godzinę?
Niech twój klan będzie wyjątkowy. Nie kopiuj w bezwolny sposób ról i języka innych grup. Piękno życia komórkowego przejawia się w tym, że każda jednostka jest niewiarygodnie podobna w swej złożoności, a zarazem unikatowa. Im bardziej pojmujesz nieskończoną złożoność życia, tym bardziej doceniasz zarówno podobieństwa jak i różnice. Ale żeby to widzieć musisz być podłączony. Na poziomie suflera w studio, zarówno podobieństwa jak i różnice są trywialne.
Definiując cele religijne, nie potrzebujesz używać konwencjonalnego języka religii. Nic cię nie zmusza do tego, aby twoja duchowa podróż brzmiała “religijnie”. Religia nie musi być napuszona i pompatyczna. Religia jest rozszerzeniem świadomości, skoncentrowaniem się na ciele i określeniem dokładnie takich środków, które najlepiej brzmią dla twojego ucha. Nie daj się zastraszyć Cesarsko-Hollywoodzkim zblamowanym wersjom religijności. Jeżeli życie ma dla ciebie znaczenie po wykroczeniu poza scenę studia TV, jesteś człowiekiem religijnym. Wyraź to.
Zatem zapisz swój własny język wycieczki: Bóg lub Ewolucja, kwas lub sakrament, przewodnik albo guru, odkupienie w czyśćcu albo zły trip, mistyczne objawienie lub niezły haj. Powiedz to w sposób naturalny.
Rozwijaj własne rytuały i szyj kostiumy. Szaty lub szary flanelowy garnitur, amulety albo tatuaże. Możesz się zaangażować w szereg sakramentalnych chwil, które wydadzą ci się właściwe.
Krok po kroku
wszystkie działania
będą przyjmować sakra
mentalne znaczenie. Nieu
chronnie wykreujesz rytualne
sekwencje dla każdego organu zmysłu
i dla każdej z podstawowych wymian ener
gii – jedzenia, kąpieli, łączenia się w pary, itd.
Musisz sprecyzować czasoprzestrzenną lokalizację dla twojej gry w Boga. Każdy z pokoi twojego domu stanie się kaplicą. Twój dom nie będzie garderobą dla aktorów TV, ale duchowym centrum. Regularny rytm obrządków będzie obejmował: codzienne medytacje (podłączanie się), sesje (z lub bez marihuany), a raz w tygodniu lub raz w miesiącu poświęcisz cały dzień na podłączenie się. Dostrój swoje praktyki do rytmu pór roku, do planetarnego kalendarza.
Sporządź na papierze dokładny plan zajmowania $ię finan$owymi interakcjami. Dla więk$zości ludzi zachodu, pieniądze $ą kompletnie irracjonalnym ośrodkiem zaintere$owania. Gdy tylko twój klan zerwie emocjonalne więzy z pieniędzmi, odkryje$z łatwość przeżycia w kategoriach ekonomicznych. Mu$i zaistnieć pełna w$półpraca w zarządzaniu energią pracy i pieniądza. Egoi$tyczne zachowania związane z przechwytywaniem dolarów albo $ił fizycznych, prowadzą do osłabienia klanu. Każdy klan, po odpadnięciu z amerykańskiej gry, musi ocenić swoje źródła i znaleźć sposób na wymiany barterowe z innymi grupami. Każdy z klanów rozwinie swój rodzaj produkcji.
Seksualność jest powodem upadku większości religijnych kultów. Potrzebne są jasność i szczerość. Pośród ludzkich zachowań seksualnych istnieją przypadkowe, karmiczne zróżnicowania. Zasadniczo każdy mężczyzna jest stworzony do ustanowienia związku z jedną kobietą. Heteroseksu-alna, monogamiczna wierność jest jedyną naturalną drogą do seksualnej unii. Jednakże, z uwagi na to, że żyjemy w czasach Kali Jugi oraz, że żyjemy w końcowych stadiach chorego społeczeństwa, nieuniknione są seksualne wariacje.
Model twojego związku seksualnego, stanowi klucz do twojej religii. Nie możesz od tego uciec. Sposób prowadzenia seksualnego pożycia (albo unikania go) jest centralną, sakramentalną aktywnością. Seksualne inklinacje wewnątrz klanu muszą być jasno określone i niezmienne. Nie usiłujcie ustanawiać relacji klanowych z osobami o odmiennej orientacji seksualnej. Nie chodzi tutaj o osądzanie. Sex jest świętością. Ludzie o podobnych orientacjach seksualnych muszą formować swoje własne duchowe kulty. Homoseksualizm nie jest chorobą. Jest to religijny sposób życia. Homoseksualiści powinni zaakceptować swój stan jako ścieżkę religijną. Homoseksualiści nie powinni przyłączać się do klanów heteroseksualnych. Homoseksualiści powinni cenić, wychwalać swoją własną jogę seksualną. Ich prawo do podążania własną jogą cielesną powinno być zagwarantowane. Klany heteroseksualne mogą ich wspierać, pomagać, nawzajem się uczyć, ale różnice powinny zostać zachowane – z obopólnym poszanowaniem.
Niektóre osoby nie są kompatybilne z monogamicznymi związkami i preferują luźniejszy reżim seksualny, małżeństwa grupowe. Dobrze! Wiele plemion i klanów na całej planecie rozkwitało w całkowitym i świętym promiskuitywiźmie. Ale dla jasności. Jeżeli podczas tworzenia klanów nie bierze się pod uwagę orientacji seksualnych i seksualnych tabu (komórkowych i fizycznych, nie zaś psychologicznych czy kulturowych), pojawiają się bolesne rozczarowania.
Wybierz takich członków klanu, którzy podzielają lub uzupełniają twój styl, twój sposób dostrajania się, twój temperament, twoją orientację seksualną. Celem życia w klanie jest podporządkownie gry ego – grze rodzinnej, klanowej.
Dobrze zrobisz, jeżeli określisz związki z postaciami mitycznymi. Musisz wybrać historycznego, psychodelicznego przewodnika. Musisz znać swoje mityczne źródła. Fakty i newsy pochodzą z programów TV. Nie mają one żadnego odniesienia do twojej 2-miliardo-letniej boskości. Mit jest relacją z banku pamięci twoich komórek. Mity antropomorfizują przebieg ewolucyjnych zdarzeń.
Wybierz mit pamiętając o tym, że jesteś częścią starożytnego i świętego procesu. Wybierz mit, żeby mieć przewodnika gdy odpadniesz od ciasnych ograniczeń telewizyjnego studia.
Twoim mitycznym przewodnikiem musi być ktoś, kto rozwiązał zagadkę życia i śmierci. Postać z telewizyjnej sztuki ci nie pomoże. Cezar, Napoleon, Kennedy nie będą pomocni w badaniu wiedzy komórkowej. Chrystus, Lao-Tsy, Hermes Trismegistus, Sokrates są wciąż aktualnymi, podłączonymi postaciami.
Stwierdzisz, że konieczne jest opuszczenie miasta. Miejskie życie jest duchowym samobójstwem. Amerykańskie miasta upadają, tak jak upadły Rzym i Babilon. Ruszaj w kraj. Ruszaj nad morze.
Psychodeliczne centra zlokalizowane w miastach będą służyć jako tereny zbiorcze. Tysiące poszukujących przybywa na tereny miejskie, gdzie natrafiają na centra medytacyjne i psychodeliczne zgromadzenia. Tam tworzą swoje klany. Emigrują z miast.
Doktorze Leary, co się stanie ze społeczeństwem gdy wszyscy się podłączą, dostroją i odpadną?
Ciekawa oznaka “cudownego” wzrostu ruchu LSD, przejawia się w formie pytania: co stanie się ze społeczeństwem, po tym jak wszyscy podłączą się, dostroją się i odpadną?
Pozornie pytanie wydaje się naiwne. Nigdy nie jest tak, żeby wszyscy robili to samo w tym samym czasie. Wszystko jest zaplanowane w cyklach kodu DNA. Zmiany organiczne przebiegają stopniowo i w sposób niezauważalny.
To pytanie odzwierciedla nagłą panikę statystów w spektaklach TV. Co stanie się ze mną, gdy show spadnie z anteny? Czy stracę swoją rólkę? Cóż to będzie za nieporównywalna tragedia, gdy runą kartonowe ściany telewizyjnego studia!
Emocjonalną odpowiedzią na ten, rozgrywany terror jest asekuracja. Nie bójcie się. Wasze życie rozpocznie się z chwilą zakończenia gry w TV. Podłącz się, dostrój się, odpadnij. Potem staniesz się na tyle wolny, że wyjdziesz z telewizyjnego studia – bóg w Ogrodach Edenu.
Intelektualna odpowiedź na to pytanie jest nieskończenie złożona, zależy od tego ile czasu i energii możesz zmobilizować na tworzenie utopijnych planów. Liga Swobody Ducha opracowała szczegółowe plany na następny cykl ewolucji człowieka. Liga opublikuje podręczniki dotyczące przyszłości, opisujące nadchodzące lata.
Podsumowywując: bądź przygotowany na kompletną zmianę amerykańskiej technologii w miastach. Za dziesięć lat na Times Square będzie rosła trawa. Rozpadną się ogromne, mordujące glebę, śmiercionośne drapacze chmur. Czyżbyś nie wiedział, że one muszą upaść? Zmiana nastąpi albo gwałtownie (przez wojnę) albo w sposób delikatny, estetyczny, poprzez proces psychodelicznego odpadania.
W każdym razie nie masz nic do roboty w kolektywnym, politycznym sensie. Podłącz się, dostrój się, odpadnij. Odkryj i pielęgnuj swoją własną boskość, a także boskość swoich przyjaciół i członków rodziny.
Skoncentruj się na swoim klanie, a zapanuje naturalny porządek rzeczy.
Timothy Leary – Polityka ekstazy – Rozdział 12

